czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdaję serce.

Witam każdą zbłąkaną duszę, która zgubiła się i wpadła na tego bloga.

Dziś dwa posty w jednym. 
Promocja. 
Może kupisz coś? 
Może Twoja dusza zainteresuję się darmowym towarem mojego serca.


I. 




Mamo.


Nie wiem od czego zacząć. Tyle się wydarzyło, zmieniło, że sam jeszcze nie do końca to ogarniam. Może zacznę od tego, że bardzo Cię kocham, ale myślę, że to wiesz, bo mówię Ci to często w myślach, przed Twoim zimnym zdjęciem, wszędzie. To, że tęsknię też pewnie wiesz. Gdyby tak nie było nie przesiadywałbym po kilka godzin przy Twoim ciele, nie nosił Twojego zdjęcia w portfelu i ciągle zastanawiał się co u Ciebie, gdzie jesteś i czy patrzysz teraz na mnie. Tęsknię ogromnie cały czas i cały czas się to narasta, tak jak miłość do Ciebie. Dwie sprawy, które się uzupełniają, razem dorastają i nie opuszczają się nawet na chwilę. Jak dwójka przyjaciół z dzieciństwa. Od zawsze razem, wszędzie, ciągle. Za każdym razem. Jednak tęsknota zdradza miłość z nocą i pieprzą mnie obie, Mamo. Każdej nocy nie potrafię żyć, bo umiera we mnie serce. Jesteś Nim. Jesteś Jego największą i najpiękniejszą częścią. Ale jestem jak skała, tak jak nawija Małpa, muszę nią być i będę. I choćby uderzał we mnie najgorszy z ciosów, ja nie skruszę się na drobne, może jakiś kawałek mnie odpadnie; mniejszy, większy, ale będę dalej trwał. Chcę Ci podziękować, Mamo. Nauczyłaś mnie kochać, hodować w sobie uczucia, dzielić się nimi z ludźmi i tworzyć z nich piękną magię. Nauczyłaś mnie co to jest miłość, Ty jesteś definicją tego słowa. Nauczyłaś mnie troski o drugiego człowieka, zapominając o samym sobie. Tak jak robiłaś to Ty, nie patrząc na swoje potrzeby, a potrzeby Twoich dzieci i całego świata. Pewnie gdybyś mogła oddałabyś każdy swój organ, wszystko co miałaś, oprócz nas by lepiej było na tym świecie, mnie, Natalie, Kubie i innym ludziom. Dziękuję Ci za to, że mogłem być Twoim synem, za wszystkie wspomnienia, za wszystko co mi dałaś. Ale teraz, dziękuję Ci przede wszystkim za Anioła, którego wysłałaś prosto od siebie do mnie. Taki prezent na zakończenie szkoły. Inni dostają drogie auta, bilety na wakacje zagranicą, a ja dostałem kobietę, która ożywiła we mnie każdą martwą od cierpienia cząstkę. Kobietę, która jest piękniejsza niż wszystkie cuda świata i daje mi więcej szczęścia niż dzieciakowi przejażdżka na karuzeli. Mamo, proszę pomóż mi utrzymać Ją przy sobie, bo bez Niej staję się niekompletnym kawałkiem układanki, która w końcu spada z wysokości, rozsypuję się i gubi. Już nikt nie złoży ze mnie więcej całości. Pewnie widzisz jak bardzo Ją kocham, tak po prostu z dnia na dzień wkradło się Jej imię w tak proste słowa jak śniadanie, mieszkanie, zawsze. Jeszcze nie poszedłem na studia, ale już jestem architektem planów, które szkicuję gdzieś głęboko w sercu i chowam je by dopracować każdy szczegół i sprawić by były magiczne jak Jej uśmiech. Za parę lat skończę studia, wezmę ślub z Karoliną i będziemy mieć ogromną gromadkę dzieci, które zawsze będą pamiętać o babci, choć nigdy nie poczują Jej dotyku. Wychowam Je z pamięcią Twojej osoby, nie chcę byś była tylko opowieścią, ale by czuły Cię wśród moich dotyków, moich oddechów, by wiedzieli tak to Babcia. Będziemy mieć wielki ogród, z huśtawkami, ławką, piaskownicą z wiadereczkami, zjeżdżalnią i zabawkami dla zwierzaków. Będziemy mieć ogromny salon, gdzie na ścianach będą wisiały Twoje zdjęcia, Natalie, Kuby, Nas wszystkich i każdego człowieka, który wpiął się w nerwy mięśnia sercowego. Będziemy tam siedzieć wszyscy razem i opowiadać najpiękniejsze ze wspomnień. Będę pracował w jakimś biurze, biegał ciągle gubiąc projekty, z czego dzieciaki będą się śmiać, w przelocie pocałuję je w czoła i ucieknę by jak najszybciej wrócić i zabrać Je na lody. Mam tyle planów i chciałbym Ci je wszystkie opowiedzieć, usłyszeć co o nich sądzisz i zobaczyć Twój ogromny uśmiech, bo to jest ta chwila, kiedy widzisz, że jestem już dorosły, pewnie spłynęłaby Ci łza, że Twój mały synek ucieka od Ciebie, ale nigdy nie zapomina – to najważniejsze. Zmieniłem się, Mamo, dorosłem i wiesz? Jest mi z tym dobrze. Postrzegam świat Twoimi oczami, idę w przód z Twoimi radami, ciągle trzymając za dłoń kobietę, która daję siłę jednym uściskiem moich zniszczonych rąk. Dorosłem, Mamo, ale moja miłość nie wygasła. Dorosłem, Mamo i to dzięki Tobie. Dorosłem, Mamo i wciąż jestem Twoim małym synem. Kocham Cię, Mamuś. Do zobaczenia kiedy skończę grać w życie, bo wyskoczy mi GAME OVER i do usłyszenia, bo na pewno kładąc się spać podziękuję Ci za wszystko co mam. Buziak. Twój Mikuś.  


II. 

Noc i ja.


Zapada pomału mrok. Wpływa do konsystencji dnia i miesza się jak kawa z mlekiem. Słońce kolorowym szlakiem żegna się, a gdy porwie go horyzont, wszystkie klatki naszych dusz otwierają się. Zaczynają krzyczeć, biegać, płakać, wić się, po prostu cierpieć przeraźliwie głośno. Palący ból zaczyna niemiłosiernie palić żyły od środka przepalając je na wylot. Krew sączy się równą ścieżką, tak spokojną, przeciwstawnie do naszych emocji. One wariują, biją nas, depczą, gryzą i czekają na łzy. Słony diament spod kruchej warstwy skóry kołyszący się jak małe dziecko. Nie jest pewny czy chcę upaść tak nisko i rozpryskać się. To tak jak z nami, nie wiemy czy dalej trwać w tym niebycie kołysania się każdego dnia, do kolejnego. Niektórzy postanawiają spaść, upadają tocząc się powoli, w końcu zostaje z nich tylko mokra plama na policzkach najbliższych. Chłód podłogi sprawia, że jesteś bliżej szoku termicznego, ale przyciąga Cię ona nie tylko przez temperaturę, ale i przez to, że jesteś tak nisko, na dnie, jak wszystko co ukryłeś gdzieś pod mięśniami i warstwami. Chore na klaustrofobie serce dusisz w żebrach, zabierając mu oddech. Przerażone raz krzyczy, a raz drzemie bojąc się echa swych błagań. Chowasz w nim swoje najskrytsze tajemnice, a ono rośnie i nadziewa się bardziej i bardziej na ostre kontury kości, przez co pęka wciąż i musi składać się jak meble z Ikei. Właśnie nocą niebezpiecznie rysuję się o krawędzi, aż w końcu przebija się jak balon i zostają z niego strzępy, które rozcinają też Ciebie. Leżysz na podłodze, sam, choć przecież samotność można nazwać przyjaciółką. Nie zauważyłeś, że ma cechy przyjaciela? Jest przy Tobie zawsze, nie opuszcza Cię na krok, lojalnie jest i patrzy na Ciebie kiedy lejące się litrami cierpienia spływają na dywan i wchłaniają się tak jakby nigdy nic. Ona jest, a innych nie ma. Inni mają swoje sprawy, mają życie wyjęte z telewizji. A ty nie masz życia, Twoje życie toczy się innym torem. Możesz na nie patrzeć, ale nie dotkniesz, to tak jak z drogim eksponatem. Nie dotkniesz, bo chroni go szyba, jedynie patrzysz przez nią i myślisz jakby to było mając go w dłoni. Blokuje Cię ściana, nie idziesz w przód, wmawiasz sobie, że robisz kilka kroków w tył by się rozbiegnąć i przeskoczyć, ale prawda jest taka, że cofasz się, bo nie wiesz co zrobić. Nie potrafisz, albo boisz się spróbować. Uciekasz stamtąd, ale okazuję się, że jesteś zamknięty. Umierasz tu, umierasz w sobie i na tej podłodze. Rany niczym stygmaty pojawiają się na Twojej skórze by pod wpływem Słońca ukryć się w tkankach. Ściskasz mocno kostki próbując mieć choć trochę brakującej bliskości. W upalną noc jest Ci zimno, jesteś nie przytulony i nie kochany. Masz wrażenie, że Twoje ciało nie jest Twoim, jakby ból sprawił, że wyszedłeś z ciała. Twoja głowa szumi mocno, aż w końcu robi specjalnie dla Ciebie seans filmowy. Pokazuje najpiękniejsze chwile złączone z najgorszymi. Kontrast, który jest jak wbicie sobie noża w brzuch. Chcesz się wyrwać, wijesz się, kurczysz, krzyczysz. Czy jedno słowo może zniszczyć, zabić? W S P O M N I E N I A. Nie jedna osoba krwią i łzami zapisuje to słowo. Nie jednej osobie wypaliło się to słowo we wnętrz i pali każdego dnia. Jakie jest lekarstwo na to? Nie ma. Trzeba nauczyć się z tym żyć tak jak z HIVEM. Więc może zamiast odkrywać galaktyki powinniśmy szukać sposobu na ujarzmienie ów epidemii. A może jednak przeszukiwanie kosmosu to dobre rozwiązanie? Może znajdziemy kolejnych ludzi, może w końcu nie będziemy samotni. Może jednak samotno

niedziela, 26 maja 2013

Kochana Mamo.

Dzień Matki, kolejne święto zaznaczone na czerwono w kalendarzu. Kolejny dzień zmieszany z nocą. Ale czy to taki kolejny, zwykły dzień, następujący po wcześniejszym zwykłym dniu? Czy potrafimy docenić choć jeden dzień w roku właśnie Mamę? Czy choć 24 godziny na 365 dni pokazujemy, że kochamy? Że doceniamy wszystkie wyrzeczenia? Że wiemy, że to dzięki Niej robimy siusiu na kibelku, a nie w gatki, że potrafimy jeść widelcem, a nie palcami, że umiemy pisać i czytać, z błędami, ale umiemy? Dla większości jest to kolejne święto, kolejne, które kosztuje, bo POWINNO, a nie CHCĘ się kupić prezent dla kobiety, która głaskała swój brzuch przed zaśnięciem, która nie mogła doczekać się aż wyplączemy się z Jej pochwy prosto do Jej ramion. Traktujemy to jak przymus. "O, jakaś kartką na dzień Matki, a nawet tania, kupię niech się Matka cieszy." A ta Matka brała Was za rękę i ze łzami w oczach odprowadzała do przedszkola. Często płacze w w duchu kiedy hormony wariują w Tobie i rzucasz w Nią granatami słów, które rozszarpują Ja. Tu nie chodzi, żebyśmy kupowali prezenty warte miliony, tysiące złotych, a warte miliony i tysiące łez szczęścia. Daj Jej prezent z serca, powiedz, że Ją kochasz, przytul Ją, cokolwiek. Uwierz, że Jej matczyne serce ściśnie się do wielkości piąstki, którą miałeś, gdy pierwszy raz Cię przytuliła. Rozejrzyj się na to co masz. Czy Mama nie jest jednym z największych skarbów? A doceniasz to? Wiesz ile ludzi na świecie spędza ten dzień bez osoby,do której mówili: Mamo? Co byś bez Niej zrobił? Byłbyś pusty jak pusta jest flaszka wódki, którą wypije nie jeden człowiek dziś z tęsknoty za ramionami swojej Królowej. Byłaś bez najważniejszej części swojego serca, bo pamiętaj - Mama to najważniejsza osoba, o którą masz obowiązek dbać i pielęgnować jak o najrzadszy kwiat. Bo Ona jest kwiatem. Delikatna i krucha, a zarazem piękna. Jest piękna na swój sposób, sposób bycia prawdziwą Matka. Przytulaj Ją tak po prostu, bo wiesz pewnego dnia nie będziesz miał tak silnych rąk, by utrzymać Ja w ramionach, gdy śmierć będzie Ci Ją wyrywać. Pewnego dnia staniesz na pasach i poczujesz ogromną ochotę przebiegniecia przez nie prosto do Jej ramion, ale Ona już Cię nie przytuli. Będzie spała gdzieś daleko, gdzie Twój wzrok nie sięga. Czyli poczujesz to co ja czuję od wielu lat. I zrobisz to co robię ja każdego dnia. Pójdziesz na miejsce gdzie są rozszarpane duszę schowane w paru deskach. Usiądziesz, dotkniesz zimnego marmuru, który jeszcze bardziej Ci uzmysłowi jak daleko musi być Jej serce. Twój mózg zacznie odgrywać seans filmowy pod tytułem: Moja Mama i ja. Zobaczysz każdą chwilę, która umieściła się między zwojami. Seans się skończy, a Ty spojrzysz na to co masz teraz i zbierze się w Twoim gardle taki żal, że zwymiotujesz go łzami. Będziesz płakał zanosząc się i nie mogąc oddychać, bo ogromna kula cierpienia odetnie dopływ tlenu. Zobaczysz jak wiele posiadales, a jak bardzo nie doceniłes. Czy strata zawsze musi tak boleśnie pokazać jak ważną częścią naszego świata było to co odeszło? Czy musimy znosić ból pęknięć serca w rejonie, gdzie schowaliśmy to by zobaczyć jak bardzo nam zależało? Zaczniesz szeptać smutnym i cichym głosem monolog do Niej zbudowany ze słów, których nigdy nie mówiles, bądź mówiłeś rzadko. Opowiesz Jej skruszony jak szkło, które wcześniej było szklanką o swojej miłości i tęsknocie, która pcha Cię w stronę upadków na twardą glebę życia. Powiesz jak bardzo chcesz by była i ile znaczy Ona i każda chwila z Nią. Na koniec zdasz sobie oczywistą, ale gorzką prawdę, że to nie dialog, że Ona nie odpowie. Skryjesz twarz w dłonie i będzie Cię zjadał ból jak robaki zjadały Jej ciało zawsze pachnące miłością. Za jakiś czas otworzysz oczy, spojrzysz na imię i nazwisko napisane przed Twoimi oczami, a Twoje serce zamieni się w malutką kuleczkę, ściśnietą z żalu, ale bijącą z prędkością rajdów, próbującą uciec z Twojej klatki do Jej serca. Spłynie kolejna łza. Wstaniesz, Twój wycieńczony organizm zachwieje Twoim ciałem, ale zrobisz krok i pocałujesz coś co ma być odzwierciedleniem Jej osoby, czyli Jej grób. Pójdziesz z stamtąd dobrze wiedząc, że już nie jesteś tym kim byłeś i nigdy już nie będziesz. Twoje serce już zawsze będzie miało dziurę w sercu jakby ktoś wziął pistolet i przestrzelił je. Opowiedziałem Ci co robię ja, ale uwierz mi w takich chwilach jesteśmy tacy sami. Spotkam Cię kiedyś w takim stanie, w tym miejscu, choć Ci tego nie życzę. Ale Ty masz jeszcze szansę i wybór. Możesz dotknąć Jej i powiedzieć Jej jak ważnym elementem Twojej układanki jest. Możesz to zrobić, teraz. Ja mogę tylko oglądać zdjęcia, płakać, krzyczeć, nienawidzić Boga za to, że Ją zabrał, ale nachlać się jak szmata. Ale nie mogę poczuć Jej dłoni, zapachu i spojrzeć w oczy, które działają jak leki uspakajające. Nie mogę i to jest mój największy ból. Zazdroszczę Ci tego, z całego serca, które w sumie mogę Ci oddać jeśli sprawisz, że zobaczę Ją na moment, tutaj, nie na poplamionych łzami zdjęciach. Daj Mamie miłość jako prezent. A ja zaniosę kolejny znicz, kolejną piękną róże i kolejny raz mówił, że Ja kocham, wyrażając to przemoknietymi jak serca miast policzkami.



Mamo, teraz mówię do Ciebie, bo to Twoje święto. Powinienem Ci czegoś życzyć, ale nie potrafię upleść żadnych sensownych życzeń. Chcę tylko i życzę Ci tego byś była tam szczęśliwa, by Twój uśmiech nie znikał z twarzy wciąż tak jak wciąż kocham Cię ogromną miłością. Mam nadzieję, że masz tam ogródek i możesz piec ciasteczka, bo to kochasz. I mam też nadzieję, że pomimo czasu, który upłynął od ostatniego pocałunku w czoło dalej jesteś ze mnie dumna. Wiesz, że jesteś moją siłą? Moją kroplówką życia, która jest prosto w moim sercu i pompuje mi cały czas niezbędne składniki do walki. Tęsknię za Tobą częściej niż bije mi serce, ale nie przyjdę jeszcze do Ciebie, bo nie zasługuje na Twoje ramiona. Nie zdobyłem jeszcze żadnego trofeum by móc pochwalić się przed Tobą. Na razie mam zbroję, miecz i kilkanaście uszkodzeń, ale stoję i macham mieczem jak tylko potrafię. Wierzę, że znów będę zwycięzcą z ogromnym Smokiem - życiem. Caluję Cię ciepło, by zmyć chłód nieba z Twoich policzek. Do zobaczenia, Mamo. Twój Mikuś.

poniedziałek, 13 maja 2013

Proszę.

SIEMANO!

Zastanawiałem się w ostatnim czasie nad paroma sprawami. Jak dobrze zauważyliście jest to osobisty blog skrywający wiele moich myśli i przemyśleń, nawet te intymne. Dlatego to co teraz przeczytacie może być nawet zbyt intymne. Jeśli masz mnie za to hejtować - napisz to na kartce i wyrzuć, bo tylko zaśmiecasz mi skrzynkę na asku. Jeśli nie chcecie - nie czytajcie, REMEMBER!

Boże, bardzo dobrze wiesz jak bardzo w Ciebie wątpię od tylu lat. Ale wiesz również, że chciałbym wierzyć w Ciebie - w to, że jesteś, lecz gdy próbuję z Tobą rozmawiać, pytam Cię o rady, jak Ojca; a przecież podobno jesteś Nim, milczysz. Jest cisza, która nie jest odpowiedzią ani lekiem na to wszystko. Równie dobrze mógłbym mówić i wielbić kamień, który też nie wnosi nic do mojego życia i jest równie zimny jak Ty. 
Myślę, że każdy PRAWDZIWY rodzic ma w sobie ogromną miłość do własnego dziecka, a miłość jest ciepła, gorąca, a więc czy Ty jesteś Moim Ojcem? Jesteś zimny na moje łzy, uderzenia w ścianę i wszystko co mnie spotyka. A czy nie powinieneś wesprzeć mnie? Nie czuję żadnego odzewu z Twojej strony. Chyba, że te wszystkie sytuacje, które sprawiły, że umarłem, zmieniłem się o 380 stopni to Twoja odpowiedź. Jeśli tak to wiem, że nienawidzisz mnie całym sercem. Wytłumacz mi jak możesz patrzeć na tyle nieszczęść przez tyle lat? I nie tłumacz się ludźmi, tak ludzie są źli. Tak ludzie też bywają dobrzy. Ale przecież KAŻDY człowiek jest stworzony na Twoje podobieństwo, a więc czy jesteś dobry i zły? Nie jestem bez winy, na pewno, bo popełniałem błędy, całe mnóstwo. Wciąż je popełniam. Ale czy właśnie wtedy nie potrzebujemy najbardziej obecności osoby, która nas kocha? Jesteś taki wszechmocny, a Twoja miłość jest czysta, ale nie wyszło Ci to do końca. Zobacz, dzieci umierają z głodu, kiedy osoby, które Ty wybrałeś - księża jedzą do syta. 90% księży, arcybiskupów i wszystkich tych ważnych ludzi idą z wielką baryłą z przodu, wożąc się sportowymi autami. Gdzie tu sens? Jak Ty wybierasz tych ludzi? Wiadomo, do Kościoła ma się chodzić dla Ciebie, ale kto Cię reprezentuję? To Twoja wizytówka. Myślę, że jesteś taki sam jak większość z nich. Są wyjątki, ale czy jest ich dużo? Większość z nich to złodzieje, pedofile i tym podobne. Ty okradłeś Nas z nadziei i zgwałciłeś przy porodzie. Jesteśmy skrzywdzeni od samego początku i choć staramy się to wciąż nie jest tak, bo masz inny plan. Lubisz ludzkie łzy? To jakaś satysfakcja? Krew, rozszarpane ciała, głód, gwałty, kręci Cię to? Taki fetysz? Gdzie sprawiedliwość? Podobno jesteś Sędzią Sprawiedliwym, więc dlaczego pozwalasz alkoholikowi bić małe dziecko? Czemu to dziecko umrze prędzej niż ten pieprzony alkoholik? Czemu najgorsi skurwiele żyją dłużej niż Aniołowie nie ludzie? A Wojny? Tyle ludzi, którzy nic nie zrobili, a gorąco się modlili do Ciebie. Co z tym zrobiłeś? Rozszarpałeś ich ciała na strzępy bombą. Ile ten horror ma jeszcze trwać? Bawisz się w Simsy? Czy jestem Twoim Simsem? Co teraz masz dla mnie? Podpalisz mnie, złamiesz mi serce czy wręcz przeciwnie będę mógł myśleć przez chwilę, że jest pięknie? A jakbyś czuł się Ty na naszym miejscu? Wzięlibyśmy Cię wszyscy i zaczęli wbijać igły. Poczułbyś ból zadawany Nam. Szanuję ludzi, którzy są religijni. Nie rozumiem co w tym widzą, ale wiele ludzi nie rozumie tego, że jem nutelle z ketchupem i nic do tego nie mam. Może Oni mają taką siłę woli, ja nie. Jestem racjonalistą, widzę co się tu dzieję i ile sam musiałem przejść bez żadnego Twojego wsparcia. Bądź sobie dla innych ludzi, ale nie oczekuj potem wdzięczności od Nas za łzy, brud i krew. Nie oczekuj nic, bo nie dałeś nam nic prócz zepsutego świata i złego startu. Może dzięki temu powiesz coś do mnie, skontaktujesz się, zmienisz coś. Dobrze to żałosne, że tak myślę. Proszę Cię tylko - daj nam więcej chwil, gdzie jesteśmy uśmiechnięci. Więcej. Daj nam tylko uśmiech, a szczególnie tym, którzy mają go najmniej. Daj uśmiech wszystkim cierpiącym i pokrzywdzonym i jak najwięcej zdrowia moim bliskim. O nic więcej cię nie proszę. Nie chcę nic więcej od Kogoś kto przez całe życie próbuję zniszczyć każdą część mnie. Nie wiem czy jesteś duchem, człowiekiem, ale funkcje myślenia raczej posiadasz. Spójrz, czy to nie jest już ten koniec świata, o którym mówiłeś? 
Cześć.

czwartek, 25 kwietnia 2013

List.



 Droga siostrzyczko.

          Cześć, Kruszynko. Jest późno, a ja nie potrafię zasnąć, choć jestem cholernie zmęczony. Od dłuższego czasu moje oczy zamykają się tylko, gdy już nie potrafią się podnieść z powrotem. Dlatego postanowiłem napisać list, choć adres jest nieznany, za to odbiorca bliski mi bardziej niż moje ciało. Piszę do Ciebie, bo tak bardzo brakuję mi Twojej obecności, słów, całego fragmentu mojego życia, który łączy się z Twoją osobą. Tak dawno nie widziałem Cię w moich snach, że zaczynam się bać, że już o mnie nie pamiętasz. Wiem, że to abstrakcja, przecież przysięgaliśmy sobie „razem na zawsze, razem do piekła”, a Ty nigdy nie zawodzisz. Mimo to chcę przypomnieć o sobie byś tak po prostu odwiedziła mnie tu, w moim świecie.
        Minęło pół roku od ostatniej rozmowy z Tobą. Dla jednych może to być choroba, dla jednych dar, jedni mogą twierdzić, że oszalałem, inni, że mam ogromne szczęście. Ale ja cieszę się, że rozmawiam z Tobą w snach, że mam Cię w ten sposób. To taki substytut. Karmię się nim tak jak często zamiast ulubionej pizzy zjem kanapkę. Nie jest ona pizzą, ale jednak mam co włożyć do buzi, dlatego powinienem się z tego cieszyć. W ostatnim śnie mówiłaś, że co by się nie działo Ty jesteś tam wśród mebli, regałów, pokojów, wśród ludzi, którzy mnie otaczają i że będziesz zawsze. Powtarzałaś, że coś złego się stanie, coś co może zrujnować świat, który zaczynałem budować, ale żebym się nie poddawał wtedy, żebym pokazał swoją siłę, a w chwilach zwątpienia patrzył na Twoje zdjęcie, zamknął oczy i zobaczył, że przytulasz mnie. Miałaś rację. Mój świat zniszczyła pewna kobieta, choć ufałem jej ogromnie. Miałaś rację. Czułem, że to koniec, dusiłem się samym powietrzem, jakby było zatrute. Jakby cały świat był zatruty jadem, który ja ciągle pochłaniałem, a on powolnie zabijał wszystko we mnie. Ale pamiętałem o Twoich słowach, o obietnicach, które składałem przed Tobą patrząc Ci w oczy. Będę walczył, choćbym był bez broni i zbroi przeciwko uzbrojonej po zęby armii. Nawet jeśli będę sam, a naprzeciwko mnie setki ludzi chcący mojej porażki. Obiecałem też to Mamie, obiecałem Wam to. Dlatego nie poddałem się, zniszczyła mnie na piec sekund, kiedy cały świat przymrużył oczy. Pewnie podniosłem się i zrobiłem kroki do przodu, wyrzucając za siebie zbędne śmieci związane z Nią. Teraz stoję w tym miejscu i wiem, że jestem dalej. Do mety daleko, ale chyba jestem przed półmetkiem. Problem w tym, że pełno ścieżek, dróg i przeszkód mam teraz przed sobą. Nie mam pojęcia, w którą stronę się udać, w którą stronę skręcić i jak przeskoczyć te ogromne góry, które przeszkadzają w drodze do marzeń. Chciałbym wybrać dobrze, by znaleźć wiarę i nadzieję, zerwać je i schować w kieszenie w ogromnej ilości. Chciałbym by to był start, kolejny start za którym rozbiegnę się ile mam sił. Wiesz, że rzadko o coś proszę, że wolę radzić sobie sam niż liczyć na kogoś. Ale, wiesz też, że bardzo liczę się z Twoim zdaniem, dlatego proszę daj mi znak, albo przyjdź w końcu. Powiedz jak Ty to widzisz, jak widzisz mnie za parę miesięcy. Czy jestem tym kim chciałabyś bym był? Czy jesteś dumna ze mnie? Czy śmiało powiesz, że jestem Twoim bratem? Jakie popełniłem błędy, o których na kolejnych etapach mam pamiętać? I w końcu, która z dróg jest wg Ciebie drogą przeznaczoną właśnie na moje buty? Chyba trudność tych decyzji mnie przeraża, chyba to nie ten level, nie jestem gotowy, chyba nie potrafię przejść tego poziomu, boję się, że za chwilę wyskoczy mi GAME OVER MICHAŁ.. Wiesz, że rzadko się boję. Ale teraz jestem przerażony jak małe dziecko. O wiele bardziej niż gdy ojciec wracał do domu, niż gdy słyszałem jego kroki na schodach. Chyba nawet wtedy się nie bałem, wiesz? Tzn. myślę, że bałem się nie tyle o siebie, ale o Ciebie, Mamę i Kubę. Czy wystarczy mu wyżycie się na mnie, czy będzie szukał u Was wydobycia gniewu, albo rozrywki. Bałem się, że Mama będzie płakać, a przecież robiliśmy wszystko by tak nie było. I owszem ten strach mogę porównać z tym teraz. Boję się nie o to, że nie spełnię marzeń czy że znowu poniosę porażkę, ale o to, że zawiodę Was. Że cała wiara jaką we mnie pokładacie okaże się zmarnowana na kogoś kto na to nie zasłużył. Boję się, że ojciec miał rację – jestem nikim, który nic nie osiągnie. Zerem, którego miejsce jest gdzieś na dnie. Boję się, że Wy to zobaczycie, że będziecie patrzeć na mnie jego oczami. To by mnie zabiło, zniszczyło. To była by moja śmierć, nic innego mnie nie zabije, nawet biała kobieta z kosą. Dlatego jeśli tylko możesz i chcesz proszę przyjdź i przedstaw mi każdą swoją myśl, bym mógł rozciąć ją jak zmarłego człowieka i odczytać każdy fragment, by dowiedzieć się wszystkiego, przeanalizować każdy nerw. Zrobić sekcje każdemu z wyrazów, by dotrzeć do każdego z wniosków. I jeszcze jedna sprawa. Malutka, straciłem swoją radość i uśmiech gdzieś między codziennością. Nie wiem kiedy nawet. Widzę, że nie jestem już tym kim byłem, moja energia, cały pozytyw kryjący się pod moją skórą gdzieś wyparował jak woda. Czuję się jakoś szaro, jakby ktoś kreślił teraz mnie ołówkiem. Jestem jakiś niepewny, zagubiony, może jestem tylko szkicem? Brakuję mi kolorów, jakieś euforii, emocji, wzburzeń. Chciałbym żebyś usiadła obok, wzięła pędzel i pomalowała mnie, tak jak robiłaś to kiedyś, gdy tu byłaś. Chciałbym przenieść radość z naszych wspólnych zdjęć do teraźniejszości. Przyjdź, uśmiechnij się i daj mi chwilę bym zapamiętał to na dłużej, bym zapamiętał jak się uśmiechać, jak się to robi. Chcę znowu żyć dokumentując każdy dzień choć najmniejszym uniesieniem kącików ust. Coś we mnie jest, coś co mnie zjada, pożera i wprowadza ciemność, ale jeszcze nie wiem co. Jeszcze nie dotarłem do tego. Uczucie, że popełniam błąd mnie przygniata wraz z bezradnością, bo nie wiem co nim jest. Naprawdę błagam, posiedź ze mną, ja będę czekał, jutro i pojutrze i po prostu zawsze, czy to w kuchni czy w salonie, ja będę czekał z dłońmi chcącymi mocno chwycić Cię i już nie wypuścić. Wierzę, że mnie słuchasz, wierzę, że się pojawisz, że przyjdziesz. Wierzę, że żyjesz, bo mam Cię w sercu i nie tylko ja. Mam wspomnienia i chwilę, one wciąż trwają, ich seans we mnie jest całodobowy aż do wyczerpania się moich organów. Nigdy w to nie zwątpię, choć brak mi Twojego ciepła i zapachu unoszącego się w naszym domu. Brak mi ciągle zajętej łazienki, ubrudzonego lusterka błyszczykiem przez napis: wzięłam Twoją bluzę, nie gniewaj się, buziaczek. Brak mi kłótni o ostatni kawałek pizzy i jaki film oglądamy. Brak mi wszystkiego, bo brak mi każdej cząstki Ciebie. Ale przecież mam tu misję jak rycerz. Jestem nim, dla Mamy. Zdobędę odznaczenia i wrócę do Was zmęczony ciężką podróżą. Czekam na Twoją wizytę w krainie mojego mózgu, a Wy czekajcie na mnie w krainie wieczności.
         To pierwszy list do Ciebie, ale pewnie nie ostatni. Jest noc, jutro kolejny dzień. Kończę, zamykam oczy i czekam. Buziaczek.

Twój Michał